Witam wszystkich sympatyków sportów walki, a także moich fanów jak i wrogów którzy chcąc nie chcąc wejdą na tą stronę zobaczyć co stworzyliśmy. Imię me Marcin nazwisko Różalski urodziłem się 29 lipca 1978 roku w Płocku. Moja przygoda ze sportami walki zaczęła się w wieku 7 lat wtedy to zacząłem trenować Karate do tsunami pod okiem Wiesława Kałużnego i Mariusza Igielskiego. W tamtym czasie w moim małym mieście była możliwość uprawiania Judo lub Karate. Judo trenowałem przez okres 2 lat pod okiem Wojciecha Pudlika. Do 15 roku życia trenowałem Karate Goju-ryu i w tym też wieku rozpocząłem treningi Kick-Boxingu pod okiem Wiesława Kałużnego. Zacząłem startować w w Kick-Boxingu w formule semi-contact. W formule tej zdobyłem kilkukrotnie Mistrzostwo Polski seniorów, juniorów i młodzieżowców, byłem uczestnikiem Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy na których zdobyłem brązowy medal. W formule light-contact byłem Mistrzem Polski Młodzieżowców , oraz brązowym medalistą Mistrzostw Polski seniorów. natomiast w formule full-contact stoczyłem tylko 2 wielki zawodowe które bardzo szybko wygrałem przed czasem. Trudno Mi zliczyć wszystkie moje walki amatorskie w Kick-Boxingu ale było ich około 150 z czego większość wygrałem.

W wieku 18 lat miałem wypadek zostałem potrącony przez samochód i byłem od pasa w dół sparaliżowany. Zanosiło się na koniec jakiegokolwiek sportu ale jak widać złego licho nie Bierze. Po wykurowaniu się z odniesionych obrażeń zacząłem ponownie prać złych ludzi po pyskach. Wypadek zapoczątkował nowy okres mojego życia obfitującego w najrozmaitsze historie o których można by napisać nie jedną książkę i nie jeden film. Trenowałem i przestawałem trenować, wciągnęła mnie siłownia jak każdego małolata w tym wieku, aż któregoś razu mój trener Wiesław Kałużny zapoczątkował lub chciał zapoczątkować w Płocku boks zawodowy. Stoczyłem na zasadach boksu zawodowego gdyż nie można było nazwać tego boksem zawodowym gdyż brakowało jakichkolwiek zezwoleń i uprawnień około 6 -8 walk z których wszystkie wygrałem. Przez okres trwania mojej kariery zarówno amatorskiej jak i zawodowej, walczyłem w kategoriach wagowych 69, 74, 79,84,89 i w open. Po konflikcie z moim trenerem całkowicie zaprzestałem trenować i pomijając to czym się wówczas zajmowałem po kilkunastu burzliwych miesiącach wyjechałem do Francji do mojego przyjaciela Tomasza Malesy gdzie zaczęła się moja przygoda Muay-Thai i K1. Nie było tam tak słodko i pięknie jak mogłoby się wydawać, musiałem pogodzić pracę zarobkową na budowie z treningami. Nie było to łatwe do pogodzenia kto był na emigracji to wie. Po 4 miesiącach wróciłem do Polski. Pomijam osobiste porażki i wzloty a skupie się na „karierze” .

Pół roku po powrocie odezwał się Jean Marie Merchet mój trener i promotor z Francji i zaproponował walkę. Nie wiedziałem w czy na jakich zasadach i jaki dystans, znałem tylko wysokość wynagrodzenia za walkę. Przez 3 tygodnie schodziłem do piwnicy pokopać w worek 3 razy w tygodniu i pojechałem na bitwę. Byłem wielkim, tłustym kawałem mięcha nie mającym żadnego obycia w Muay-Thay, a jednak poszło mi fantastycznie nokaut w pierwsze rundzie i tak to się zaczęło. Im miałem więcej propozycji walk tym częściej i systematyczniej zacząłem trenować oczywiście sam już beż żadnego trenera. Łapałem doświadczenie po wizytach w zagranicznych klubach a także brać udział w zawodowych walkach i turniejach.

W końcówce mojej dotychczasowej kariery dużo pomógł mi swoim trenerskim doświadczeniem Artur Budzyński z warszawskiego klubu „Prakong”. Doszedłem do dość wysokiego poziomu, dysponując niewielkimi środkami finansowymi pracując beż trenera oraz przez dłuższy okres czasu nie posiadając własne j Sali treningowej.

Pięć lat temu otworzyliśmy klub co spowodowało że miałem już własny kąt do trenowania. Dużo ludzi wokół mnie uważało się za mych przyjaciół i oddane Mi bliskie osoby. Nie powiem niektórzy dużo Mi pomogli ale reasumując nie uważam że jestem ich dłużnikiem biorąc pod uwagę w jaki sposób ja pomogłem im. Jest to streszczenie mojego parszywego żywota pseudo zawodowego Kick-Boxera można by naprawdę się rozpisywać do objętości encyklopedii ale zostawię wszystkie szczegóły na książkę która razem z Florkiem napiszemy.

W dziale walki postaram się opisać Moje zawodowe walki, zarówno wygrane jak i przegrane. Dziękuje wszystkim którzy stali i stoją u mego boku, którzy Mi pomagali którzy pomagają. Jest wiele osób które zasługują żeby wymienić je z imienia i nazwiska lecz boję się to zrobić aby kogoś nie pominąć. Chciałbym podziękować także tym którzy w ostatecznym rozrachunku okazali bezwartościowymi, fałszywymi, hipokrytami, niech się smażą w Piekle. Jestem nadal czynnym wulkanem, gdy nadejdzie odpowiednia oferta walki na pewno eksploduje z pełną siłą . Jednak że oficjalnie podaje iż zakończyłem karierę.

Jeżeli w dalszym ciągu wszystko będzie się toczyło bez zmian ze stanu pełnej aktywności przejdę w całkowite uśpienie. W tej chwili skupiam całą swoją uwagę na prowadzeniem klubu i swoich zawodników, łapię doświadczenie jako trener gdyż dopiero teraz jestem nim w 100%, wcześniej byłem przede wszystkim zawodnikiem a dopiero później trenerem. To by było na tyle o Mnie jak już napisałem pominąłem moje życie osobiste i przekonania a także hobby itp. Itd. Bardzo dziękuję za pomoc w przygotowaniach trenerom i zawodnikom Akademii Walki

Po ponad 2-letniej przerwie powróciłem na ring, tym razem walczę w formule MMA dzięki uprzejmości właścicieli federacji KSW – Martin Lewandowski, Maciek Lewandowski. Nie chcę mi się więcej pisać, dlatego zapraszam do lektury w innych zakładkach. Z tego miejsca chciałem podziękować osobom, dzięki którym jest możliwy mój powrót na ring tj. Jarosławowi Raszce i firmie SPAW-TECH, właścicielom federacji KSW za możliwość startu pod ich banderą, firmie Terrorym, Cameleon, Bodyzone, Smoliński Fizjoterapia, Manto, moim sparing partnerom, Pawłowi Górskiemu, Darkowi Gościckiemu, Pawłowi Pawłowskiemu, Cyganowi, Łukaszowi Jurkowskiego, Club Copacabana, Wojtkowi Orłowskiemu, oraz wszystkim którzy w mniejszym i większym stopniu pomagają mi w przygotowaniach w każdy sposób, a których tu nie wymieniłem z góry przepraszam.

Mam nadzieję dać dobry pokaz moich nowo nabytych umiejętności i dobrą rozrywkę dla oka.
Jest to jak widzicie nowa strona dzięki Michałowi Drozdowskiemu, prowadzi ją razem z Marcinem Florkowskim. Będziemy się uaktualniać na bieżąco i informować o wszystkim co będziemy uważać za ciekawe.
Ze sportowym pozdrowieniem Różal i jego drużyna.